poniedziałek, 4 lutego 2013

Dymek


Faceci w śmiesznych skórzanych kaskach i spodniach pumpach biegają za jajowatą piłką po boisku. Na trybunach kobiety o ułożonych w eleganckie fale, utlenionych na blond włosach i fikuśnych kapelusikach, piszczą z podniecenia.  Obok rozentuzjazmowanego tłumu, spikerzy podniesionym głosem relacjonują mecz do pięknych chromowanych mikrofonów. Nagle, kiedy mecz nabiera tempa, jeden z dziennikarzy na chwilę zawiesza głos i mówi dalej: "Pal pall malle, ja palę", następnie znów wraca do relacjonowania meczu.
Jest piękne niedzielne popołudnie, w połowie lat 30 - tych, gdzieś w słonecznej Kalifornii ...

Niecałe trzydzieści lat później, w siedzibie agencji reklamowej Sterling Cooper, trwa narada, jest biało od dymu. Praktycznie każdej czynności towarzyszy albo papieros.


Jedzą i palą, wstają z łóżka i palą, pracują - palą i piją, nawet pani domu, żona jednego z bohaterów, głaszcząc się po ciężarnym brzuchu, drugą ręką przykłada papierosa do ust. Papierosy są wszędzie.

Dla mnie, niepalącej osoby, która żyje w czasach, gdy papierosy praktycznie zniknęły z przestrzeni publicznej jest jest czymś niezwykłym, że  jeszcze do niedawna były one stałym elementem codzienności. Czymś tak modnym i oczywistym jak dziś butelka wody mineralnej.

A propos wspomnianego wyżej filmu Mad Men. Chcą wiernie odtworzyć realia Ameryki lat '60, ekipa filmowa stanęła przed nielada wyzwaniem. Zgodnie z kalifornijskim prawem, aktorzy nie  mogli palić tytoniu w miejscy pracy - czyli na na planie, dlatego też w filmie zastosowano atrapy: palono ziołowe papierosy.... ;)
 A jak w czasach Mad Mena reklamowano tego modnego towarzysza codzienności, wspomnianego w radiowej reklamie?

Paliły modne panie...




Palili zakochani


Palił nawet Święty Mikołaj!


A konkurencję promował przyszły prezydent



Dymka polecali lekarze..


i dentyści.



Przy okazji, pozdrowienia dla weteranki tego sportu - pani Marii Czubaszek!




zdjęcia pochodzą z :
http://thebioside.ning.com
www. pomponik.pl 




niedziela, 6 stycznia 2013

Czas na advertorial


Każdy marketer, copy writter a zwłaszcza PR-owiec wcześniej czy później stanie przed koniecznością napisania dłuższego tekstu, który do złudzenia przypomina materiał prasowych, choć nim nie jest. Jest reklamą. To advertorial. Dzisiaj advertorial jest dość popularną formą "miękkiej" lub bardziej zawoalowanej promocji. Ale czy tak też było ponad wiek temu?


Nowoczesna reklama stawiała swe pierwsze kroki w epoce masowo drukowanego słowa pisanego - w epoce prasy. Ludzie XIX wieku mieli wielki szacunek i duże zaufanie do słowa pisanego. Choć przykładowo aż 70% mieszkańców Królestwa Polskiego było analfabetami, to ci, którzy mogli pochwalić się znajomością alfabetu, uwielbiali czytać. Każdą gazetę czytano od "deski do deski", a potem przekazywano ją dalej innym. Czytano też na głos tym, którzy nie umieli składać liter. Prasa była tak popularna, że niektóre pisma, jak np Kurier Warszawski wychodziły dwa razy dziennie - rano i wieczorem!


Słowo drukowane było głównym nośnikiem informacji, ale i zachęty. Miało też kluczowe znaczenie dla wiarygodności i uczciwości reklamy. Znając przyzwyczajenia ówczesnych czytelników oraz prestiż, jakim wśród nich cieszyło się słowo, na początku XX wieku uważano, że im dłuższy i bardziej szczegółowy, bogaty w fakty, dane czy opisy komunikat reklamowy, tym większa jego rzetelność i wiarygodność. "Polski Barnum", autor najstarszego podręcznika do reklamy z 1896 roku, przekonywał wręcz, że opisowa reklama jest wyrazem szacunku do klienta, a przez to bardziej efektywna. Natomiast krótkie, sloganowe reklamy, które na przełomie wieków były w Polsce nowością, nasz spec od reklamy nazywał "niepoważnymi'.

Reklama przypominająca artykuły prasowe - głównie objętościowo - była więc jedną z najstarszych form komunikatu promocyjnego. Niestety w praktyce wyglądała ona częściej jak książka telefoniczna, niż dobrze napisany tekst publicystyczny. Na dobrze zredagowany adverotial, który zapewne niejeden odbiorca przeczytał myśląc, że jest to tekst redakcyjny, natknęłam się w magazynie Sztuka z 1913 roku.

Ku mojemu zaskoczeniu był to nie pojedynczy advertorial, a cała kampania oparta o tę formę reklamową, co więcej za każdym razem umieszczana w tym samym miejscu pisma - na 8 stronie.

Wróćcie uwagę, że każdy z advertoriali jest inaczej zredagowany, pierwsze są dłuższe, wprowadzające w temat, kolejne krótsze, przypominające. Za każdym razem zastosowano też inną grafikę. Za kulisami tej reklamowej inicjatywy stała firma Bayer. Nie bez powodu kampanie przeprowadzono własnie w tym okresie. W 1912 roku za starami firmy staną Carl Duisberg, który rozpoczął światową ekspansję firmy.

A seria wspomnianych advertoriali, emitowanych w Sztuce, była zapewne polską wersją kampanii o międzynarodowym zasięgu.











poniedziałek, 12 listopada 2012

Wiwat Niepodległa

Poruszona wczorajszą rocznicą (ale nie zamieszkami na ulicach stolicy) i przemówieniem Prezydenta, który naszą Ojczyznę dostojnie nazywał Niepodległą, postanowiłam wpisać się w ducha tego święta i dołożyć od siebie coś patriotycznego.

11 listopada kojarzy mi się tak z patriotyzmem, jak i z walką, a jednocześnie też z  tęsknotą za Ojczyzną. Dlatego pomyślałam sobie o pewnej reklamie z czasów II wojny światowej, skierowanej do polskich żołnierzy, którzy daleko od domu, rodziny i polskiej tradycji, próbowali sobie jakoś zorganizować tę nie-polską codzienność. Z otwartymi ramionami czekała na nich przybrana, tymczasowa, brytyjska Ojczyzna, a także to, co miała ona najlepszego do zaoferowania zbłąkanym przybyszom. A właśnie, czym osłodzić chciała tęsknotę za domem polskim chłopcom?

Reklamowanym po polsku tonikiem!

Reklama pochodzi ze zbiorów Wojtka Matusiaka, 


W zasadzie reklama ta mogłaby się pojawić także w prasie brytyjskiej na początku XXI wieku, kiedy tłum Polaków szturmem wziął Dover, Luton, Stansted i podobnie, jak 60 lat wcześnie polscy chłopcy w mundurach, szukał swojego miejsca na wietrznej wyspie. 

Inna reklama, która porusza we mnie patriotyczne struny pochodzi z podobnego okresu, ale z USA. Jest bardziej ogłoszeniem prasowym informującym o smutnej rocznicy z niedawnych dziejów Kraju i jednocześnie zaproszeniem, aby ten bolesny moment wspólnie upamiętnić:

Ogłoszenie pochodzi ze zbioru
John W, Harman Center for Sales, Advertising and Marketing History



niedziela, 28 października 2012

Na zdrowie

Chorowałam ja, chorowała też Zapomniana Reklama. Cóż, każdy wcześniej czy później na coś zachoruje, zwłaszcza w sezonie jesienno - zimowym. Choroba to także jeden z głównych tematów w reklamie. Lęk przed nią lub obietnice wyleczenia z każdej przypadłości stały się podwaliną biznesu reklamowego już w XIX wieku. Promocja tzw patented medicines - rozmaitego sortu medykamentów rozwiązujących ludzkie problemy wykreowała - najpierw w USA, a później w całym świecie Zachodu - biznesowe fortuny, a samej reklamie pozwoliła stać się biznesem z prawdziwego zdarzenia.

Oczywiście reklama "medykamentów" nie zawsze kierowana jest i była jedynie do wystraszonego o swój los pacjenta - konsumenta. Któż mógłby w najbardziej wiarygodny sposób zarekomendować dany specyfik? Kto swym autorytetem przekonałby do zakupu tego a nie innego medykamentu. Lekarz.

Niedawno trafiłam na niesamowitą internetową wystawę starych reklam adresowanych do lekarzy, którą można obejrzeć na stronach Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Jak się okazuje ogłoszenia handlowe można odnaleźć już w publikacjach adresowanych do medyków z XVIII wieku, ale dopiero na przełomie XIX i XX wieku, pojawiły się periodyki medyczne z prawdziwego zdarzenia, a na ich łamach zaroiło się od reklam.

Prezentowane na wystawie reklamy pochodzą z polskiej prasy medycznej dwudziestolecia, z takich tytułów jak:  Życie Lekarskie czy Lekarz Polski. Co ciekawe, obok reklam specyfików medycznych, na szpaltach magazynów dla lekarzy zachęcano do zakupu gramofonów, mebli czy do morskich wycieczek. Z mojej perspektywy jednak te specjalistyczne "medyczne"  reklamy wydają się najciekawsze.  Zobaczcie sami:

Zwróćcie uwagę na to, że są to marki znane do dziś.

Zimno! ...prawda a mimo to czaruje Pani wszystkich swym zdrowym i czerstwym wyglądem, głosiła reklama Nivea, z 1939 roku
As, 1939r.

A poniżej wspaniały przykład kubizmu w znanej pokoleniu naszych rodziców i dziadków środku przeciwbólowym Pyramidon firmy Bayer.

Niezawodne działanie, znaczna rozległość wskazań przy chorobach gorączkowych....

Lekarz Polski, 1935r.


Na bóle wszelkiego pochodzenia można było także zastosować lek produkowany na niemieckiej licencji przez firmę, która mieściła się w Warszawie w Al. Jerozolimskich  - marki Veramon 

Lekarz Polski, 1931r.


Polskie społeczeństwo cierpiało nie tylko na bóle. Problemem były choroby wieku dziecięcego. Aby dzieci uniknęły ospy, zalecano szczepienie, a następnie zastosowanie wynalazku mgr-a Bukowskiego OSPOCHRON. Jak wynika z reklamy należało go ...nakleić. Czyżby przypominał modne dziś plastry antykoncepcyjne?   

Dla Zdrowia 1938


 A jeśli latorośl zachorowała, należało po jej wyleczeniu poprawić jej kondycję lekiem Efisan, który zwalczał anemiczność i sprzyjał rekonwalescencji.

Życie Lekarskie, 1939

Pod czujnym okiem pani Doktor wspartej chemioterapeutycznym środkiem odkażającym Rivanol, nawet ropotwórcze ziarenkowce nie zakłócały spokojnego snu pacjenta...

Lekarz Polski, 1935


Zapraszam do obejrzenia całej wystawy na stronie: http://pbc.gda.pl/Content/2140/index.html

niedziela, 9 września 2012

Zdrowotne perturbacje

Wszystkich czytelników przepraszam za brak nowych postów. Niestety z powodu moich perturbacji  zdrowotnych stare reklamy przykryje nieco kurz. Jednak już od października nowe ciekawostki o zapomnianej reklamie. Do zobaczenia !





Obie reklamy pochodzą z pisma Dla Zdrowia z 1938 roku

środa, 15 sierpnia 2012

Najlepsza reklama lat 80-tych

Wyobraźcie sobie, że budzicie się w zupełnie innym świecie. Szarą rzeczywistością milionów nie różniących się od siebie, spolegliwych ludzi rządzi Wielki Brat. Jednak na horyzoncie tli się bunt. Nadchodzi 1984 rok, czas rewolucji...
Takie przesłanie płynęło ze spotu reklamowego, który miał swoją premierę 22 stycznia 1984 roku i stał się legendą. Przeszedł do historii, jako jedna z przełomowych i najciekawszych reklam. Mało jednak brakowało, aby spot za ponad 700 tys. dolarów pokrył się kurzem na półce Steva Jobsa! Oto krótka historia reklamy promującej wejście na rynek pierwszego Maca.



Na początku lat 80-tych Steve Jobs był jednym z najmłodszych i jednocześnie najbogatszych biznesmenów w USA - założycielem przynoszącego złote góry start'upu Apple Computers. Jego nieznośny charakter sprawił, że zespół Appla odsunął go od flagowego projektu nowego komputera o nazwie Lisa i przesunął do eksperymentalnego projektu Macintosh. Szybko okazało się, że to Mac a nie Lisa mają potencjał na zawojowanie rynku. Od zespołu Maca Jobs oczekiwał buntowniczego podejścia do pracy. Cały team od programistów i inżynierów po speców od marketingu miał być niczym statek piratów - grupą  niekonwencjonalnych, wizjonerskich i bezkompromisowych rebeliantów. Zresztą nad głowami zespołu Maca powiewała czarna flaga z białą czaszką no i oczywiscie z... opaską na oku z nadgryzionym jabłkiem.

Pod koniec 1983 roku premiera Mac'a zbliżała się wielkimi krokami. Jobs chciał, aby reklama wzmocniła filozofię, jaka stała za powstaniem jego "dziecka". Gra toczyła się o, to aby dać ludziom tanie komputery osobiste. Chodziło także o to, by połechtać próżność Jobsa: komputeryzując USA, przejść do historii niczym Henry Ford i ...dokopać IBM-owi, który deptał Apple po piętach. Reklama więc nie tylko wypromować produkt, ale i wzmocnić wizerunek Appla - komputerowego Robin Hooda.


Na powstanie takiej a nie innej reklamy wpływ miało kilka czynników. Zbliżał się rok 1984, więc współpracująca z Applem agencja Chiat/Day postanowiła wykorzystać nawiązanie do Orwellowskiego "Roku 1984" i pokazać Dlaczego - dzięki Macintoshowi - rok 1984 nie będzie jak "Rok 1984". Pomysł ten idealnie pasował do okoliczności. Z jednej strony w roli złego Wielkiego Brata można było osadzić korporacyjnego giganta IBM. Z drugiej strony Orwellowski klimat reklamy idealnie wpisywałby się w wyświetlany właśnie w kinach z dużym sukcesem cyberpunkowy film Ridley'a Scotta, Łowca Androidów (Blade Runner). Reżyserią zajął się nie kto inny, jak Ridley Scott, który do roli statystów zatrudnić miał kilkudziesięciu prawdziwych skinheadów. Spot realizowano w industrialnych plenerach Londynu. 




Premiera spotu odbyła się na wewnętrznej konferencji prezentującej Macintosha handlowcom Appla. Film wzbudził aplauz. Świat miał ujrzeć spot dopiero podczas rozgrywek Super Bowl. Niestety zachwytu pracowników Appla nie podzielał zarząd spółki i kazał Jobsowi zmienić agencję reklamową, a także zrezygnować z emisji! Jobs i drugi współzałożyciel Appla Steve Wozniak skłonni byli z własnych pieniędzy wyłożyć budżet na emisję reklamy. Okazało się to nie potrzebne, ponieważ agencja reklamowa Chiat/Day postanowiła zaryzykować i - wbrew zarządowi - nie odwołała emisji na Super Bowl.

22 stycznia 1984 roku 96 milionów fanów footballu amerykańskiego obejrzało reklamę Macintosha autorstwa Ridleya Scotta. Tego samego dnia reklamę puszczono także w kilku stacjach telewizyjnych, w tym w Boca Raton, gdzie mieściło się IBM - tak żeby ich wkurzyć,wspomina Steve Hyden, pomysłodawca spotu. Tego dnia również w 50 stacjach lokalnych dziennikarze komentowali spot, a niedługo potem Advertising Age i TV Guide ogłosiły go najlepszą reklamą wszech czasów. Łącznie film zgarnął 4 nagrody branżowe!

Zobacz reklamę: Apple 1984

A tak o kulisach reklamy opowiada Steve Hyden:  Ad Age






Osobiście mam bardzo duży sentyment do Macintosha, ponieważ był to pierwszy komputer, z jakim zetknęłam się w życiu. Stał w laboratorium w Centrum Onkologii, gdzie pod koniec lat 80-tych pracowała moja mama :)

Zainteresowanych ciekawostkami o działaniach marketingowych Appla odsyłam do
 książki Waltera Isaaksona, pt:  Steve Jobs





wtorek, 17 lipca 2012

Z ostatniej chwili!

Z ostatniej chwili...
W Warszawie, a dokładnie na na Pradze odnaleziono właśnie zapomniane reklamy! Wygląda na to, że ukrywały się ponad sto lat na elewacji budynków przy ul. Stalowej 37 i 41 przykryte grubą warstwą farby. Na jednej z nich widnieje hasło: "Golenie, Strzyżenie", a na kolejnej "Piwo".

"Piwo" ze Stalowej 41

"Golenie" na Stalowej 37



Napisy reklamowe pochodzą prawdopodobnie z lat 80 lub 90 XIX wieku. Bez wątpienia powstały przed 1915 rokiem, czyli kiedy miastem rządzili Rosjanie. Wskazuje na to dwujęzyczność napisów: po polsku i po rosyjsku. Obowiązek umieszczania wszelkich  komunikatów handlowych w miejscach publicznych w języku rosyjskim i opcjonalnie po polsku narzucono w Królestwie Polskim po Powstaniu Styczniowym. Dla przypomnienia był to rok 1864.

W Warszawie - nie tylko na Stalowej czai się niejedna taka reklama, a wiele z nich czeka nadal na odkrycie. Oby tylko świeże warstwy farby nie pokryły ich na kolejne sto lat.

Zobacz film:

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/10,114927,12145151,100_letnie_reklamy_na_warszawskiej_Pradze__TVN_Warszawa_x_news_.html

zdjęcia pochodzą z gazeta.pl